Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań…
Tyle że żadnych sań nigdzie nie widać, a śniegu jest tyle, że już spychacze, odgarniające ulicę, nie mają miejsca na poboczu, na nową porcję.
W związku z tym, że sytuacja nie jest korzystna dla kierowców, postanowiliśmy z Inżynierem, że dzisiaj każde w swoim domku siedzi. On ma trochę zaległej pracy, ja z resztą też, więc dzisiejsze popołudnie i wieczór upłynie mi przy laptopie i książce.

Za to jutro, jutro jest piątek i może po południu odstawimy jakieś harce na śniegu. Może bałwan, aniołki na śniego porobimy, albo coś… więc czekam z utęsknieniem :)
